Jedynym miejscem w całym wszechświecie, w którym tak naprawdę możemy coś zmienić, jesteśmy my sami.

~Aldoux Huxley

Terapia - czy warto?

Od dawien dawna człowiek zastanawiał się nad czynnikami, jakie kierują ludźmi w mechanizmach jego postępowania. 

Każdy z nas jest indywidualnością, lecz pod pewnymi względami, struktura naszych zachowań może być przewidywalna. Zależy to od uwarunkowań psychicznych, modelu osobowości oraz, co najważniejsze, domu rodzinnego i sposobu wychowywania.

 Czasem najbardziej niepozorna i niewinna rzecz, może mieć znaczące konsekwencje w przyszłości.

Nasiąkamy otoczeniem jak gąbka, a czysta klisza naszego umysłu dzień po dniu naświetla się nowymi kodami, które bezlitośnie utrwalają się w naszej podświadomości, aby w odpowiednim czasie przejąć nad nami kontrolę.

Dlaczego zachowujemy się tak a nie inaczej? 

Wynika to z szerokiej gamy naszych predyspozycji i odpowiedniego wzmacniania ich, bądź osłabiania.

Od bezwarunkowej miłości, którą byliśmy, bądź nie byliśmy otaczani. Od poczucia bezpieczeństwa, jakie było nam w domu stworzone, bądź wręcz odwrotnie, którego nigdy nie mieliśmy. Wreszcie od bycia w atmosferze domu, wdychania zachowań rodziców jak powietrza… Od naśladowania, naśladowania i jeszcze raz naśladowania.

Pewnie nie jesteśmy w stanie stworzyć idealnego szablonu, według którego wszyscy mogliby z powodzeniem wychowywać swoje potomstwo tak, aby w przyszłości powstało zdrowe fizycznie i psychicznie pokolenie. Jednak, z odrobiną dobrej woli, pewnej wiedzy i empatii, możemy spróbować wymienić wadliwe ogniwa łańcucha, na takie, które pozwolą naszym dzieciom stać się szczęśliwymi, dorosłymi ludźmi z poczuciem własnej wartości i z ogromem miłości do siebie samego. 

Nie jest to prosta sprawa, ponieważ na ogół podświadomie zachowujemy się tak, jak nasi rodzice względem swoich pociech. Całe „szczenięce” życie, dzień po dniu byliśmy nimi karmieni i siłą rzeczy innych nie znamy. Z racji rodzinnych zależności, chcemy czy nie, jesteśmy przypięci do tego łańcucha, poprzez nasze własne dzieciństwo i najczęściej wadliwe ogniwa przekazujemy pałeczkę w sztafecie dalej. 

Często doświadczamy niechcianych zachowań, przysięgamy sobie wewnętrznie, że my sami nigdy nie będziemy tacy względem własnych dzieci, lecz niestety, rzadko kiedy te obietnice zostają spełnione. Wzorce zachowań zbyt mocno utrwalone w podświadomości, automatycznie stają się naszymi. 

Poprzez swoją nadmierną ambicję, oraz chęć bycia dobrym i idealnym rodzicem, można zboczyć w niepożądaną stronę. To czego nam szczególnie brakowało w dzieciństwie, dajemy swoim pociechom bez ograniczeń. 

Czy to będzie zbytnia pobłażliwość, przesadna nadopiekuńczość, bądź nadmierne obsypywanie dziecka dobrami materialnymi. Każda skrajność może przynieść zgubę. Znalezienie złotego środka jest jak najbardziej wskazane… 

Tylko jak go znaleźć? 

Kiedyś ktoś mądrze powiedział: „czasem trzeba być złym, żeby być dobrym”, ale jakimi kryteriami się kierować odnośnie zła i dobra?Kiedy zło jest wskazane i prowadzi do dobra, a kiedy dobro prowadzi do zła? 

Odwieczne pytanie ludzi bardziej świadomych, którym moralność i uczciwość duchowa nie jest obca. 

Być może zbyt rzadko kierujemy się głosem serca, a podobno ono wie wszystko. W dobie rozumu i intelektualizmu nieco się gubimy. 

Nieświadomi rodzice nie zdają sobie sprawy, jak ogromny jest ich wpływ na przyszłe nieświadome zachowania ich dorosłych dzieci. 

Najważniejszy okres życia człowieka jest często traktowany po macoszemu, szczególnie w sytuacjach stresu rodziców, gdy są zapracowani i nie mają czasu dla samych siebie. 

Być mądrym i świadomym rodzicem to wielka  sztuka. Jednak aby dotknąć tej sztuki, trzeba zajrzeć w głąb samego siebie. 

Wszelkie doświadczenia, które spotykamy na swojej drodze życia, odciskają swoją niewidoczną pieczęć w naszej psychice. 

Jeśli czujemy się akceptowani, wewnętrznie stabilni i mamy poczucie spełnienia – to jesteśmy szczęściarzami. Warto korzystać z harmonii, którą w sobie mamy i dzielić się nią z innymi. 

Jeśli jednak mamy odczucie pewnych braków i powtarzających się stanów, w których przeważa smutek i lęk – to potraktujmy to jako znak, który powinien nas motywować do podjęcia pracy nad sobą, w celu pozytywnej zmiany. Tą zmianą ma być radość istnienia, radość z chwili i miłość własna. 

Zmiana nastawienia do siebie i otaczającego nas świata jest najistotniejszym elementem w procesie terapeutycznym. 

Poprzez zmianę nastawienia – zmienia się postrzeganie rzeczywistości, przez co wydaje się nam, że ona sama uległa transformacji. Nic bardziej mylnego! Otaczający nas świat jest niezmienny – to my inaczej na niego patrzymy, to nowe spojrzenie z wnętrza nas sprawia złudzenie zewnętrznej zmiany. 

Świadomość siebie jest ważnym elementem prowadzącym do prawdziwego i dogłębnego poznania swojej istoty. Warto przyjrzeć się sobie z bliska i zapytać siebie: „Kim jestem? Czego pragnę? Co chcę robić? Jak chcę żyć?”. 

To najistotniejsze pytania, na które w większości przypadków nie chcemy, bądź boimy się szczerze odpowiedzieć. 

Wynika to z lęków głęboko zakorzenionych w naszej podświadomości. Wolimy nie wiedzieć, wolimy zająć naszą świadomość doczesnymi przyjemnościami, aby odwrócić uwagę od tego co najważniejsze – od siebie. 

Jesteśmy pięknymi, mądrymi, skomplikowanymi istotami z wieloma płaszczyznami w naszej strukturze psychofizycznej. 

W procesie życia doświadczamy sytuacji, które zapełniają nasz duchowy „plecak”. 

Nasze życie i szczęście zależy od nas samych, jedyne co musimy zrobić to poczuć chęć dokonania zmian na lepsze. 

Jest takie mądre i proste powiedzenie: „Jeśli chcesz – znajdziesz sposób, jeśli nie chcesz – znajdziesz powód”. 

Warto się szczerze nad tym zastanowić i dokonać świadomego wyboru, gdyż stawką jesteśmy My sami.